Produkty bankowe cieszą się powodzeniem wśród konsumentów. Sięgając po pożyczkę czy kredyt, bankowcy przygotowują nie tylko umowę o wybrany produkt – często zachęcają także do przystąpienia do grupowego ubezpieczenia. Czy bancassurance słusznie budzi niepokój części konsumentów?

Należy zacząć od wyjaśnienia, czym jest wspomniany bancassurance. Termin ten oznacza współpracę dwóch podmiotów – towarzystwa ubezpieczeniowego i banku. Wypracowują one wspólne stanowisko w zakresie umowy ubezpieczenia grupowego, które to jest następnie oferowane indywidualnym kredytobiorcom. Czy takie rozwiązanie jest korzystne dla potencjalnych klientów banków, czyli nas wszystkich?

Bancassurance, czyli formalności pod kontrolą

Współpraca między towarzystwami ubezpieczeniowymi a bankami (bancassurance) nie zrodziła się przypadkowo. Bankowcy doskonale zdają sobie sprawę z niechęci klientów do załatwiania formalności i od lat dążą do ich zminimalizowania. Świetnym przykładem są pożyczki na dowód bez konieczności dostarczania dokumentów potwierdzających wysokość zarobków. Wszystko po to, by klient skusił się na proponowany produkt.

W tym kontekście śmiało można stwierdzić, że bancassurance zdaje egzamin, bo dzięki temu klienci nie muszą samodzielnie zapoznawać się z ofertą ubezpieczycieli – propozycję otrzymują od obsługującego ich w banku specjalisty. Co więcej, zdarza się, że podpisanie umowy z towarzystwem ubezpieczeniowym pozwala kredytobiorcy osiągnąć wymaganą zdolność kredytową, czyli faktycznie może on skorzystać z oferty banku. Gdzie zatem tkwi haczyk?

Bo nieznajomość prawa szkodzi…

Banki mają tę przewagę nad klientami indywidualnymi, że doskonale orientują się w przepisach prawa. Osoby poszukujące pożyczki czy kredytu najczęściej nie mają pełnej wiedzy o funkcjonowaniu systemu ubezpieczeniowego, nie mówiąc już o tzw. kruczkach prawnych. A te, jak wynika choćby z raportów przygotowanych przez rzecznika praw obywatelskich, banki chętnie wykorzystują.

Przykładem bancassurance w gorszym wydaniu jest np. umieszczenie w umowie ubezpieczenia grupowego zapisu, na podstawie którego ubezpieczyciel będzie zobowiązany do uregulowania zobowiązania w przypadku niezdolności do pracy kredytobiorcy, ale tylko w sytuacji, gdy ta będzie trwała 3 lata i zostanie potwierdzona przez orzecznika ZUS. Dlaczego taki zapis rzecznik praw obywatelskich uznał za „rażące naruszenie interesów konsumenckich niedające się przy tym pogodzić z powszechnie obowiązującymi zasadami współżycia społecznego”? Powodów jest kilka. Po pierwsze, wymóg dostarczenia dokumentu od instytucji wydającej orzeczenia niezbędne do ustalenia prawa m.in. do świadczeń rentowych. Po drugie, nie można zapomnieć, że z zasady orzecznik ZUS wydaje oświadczenie o niezdolności do pracy na… 2 lata, i to niezależnie od stanu zdrowia kredytobiorcy. Tym sposobem droga do dochodzenia, by ubezpieczyciel wypełnił swoją część umowy, wydaje się zamknięta już w momencie podpisywania umowy.

Prokonsumencki kurs banków

Trzeba powiedzieć, że sama idea bancassurance nie jest zła, bo rzeczywiście – z założenia – pozwala zaoferować bankom kompleksową usługę i zwalnia konsumentów z szukania najlepszego ubezpieczenia. Jednak wykorzystywanie znajomości prawa dla osiągnięcia własnych korzyści przy stworzeniu niewystarczającej ochrony konsumentom wywołuje słuszny sprzeciw zarówno klientów banków, jak i instytucji powołanych do ochrony interesów konsumentów.

Czy banki i towarzystwa ubezpieczeniowe pracują nad poprawą swojego wizerunku od tej strony? Do końca marca 2015 r. miały czas na to, by wdrożyć przygotowaną przez Komisję Nadzoru Finansowego Rekomendację U dotyczącą dobrych praktyk w zakresie bancassurance. Rekomendacja 9 zawarta w tym dokumencie stanowi: „Bank powinien prowadzić rzetelną politykę informacyjną oraz zapewnić, że dystrybucja produktów ubezpieczeniowych w ramach bancassurance nie będzie generować ryzyka oferowania produktów niedostosowanych do potrzeb klientów”.

Więcej ciekawych materiałów na blogu dla agenta ubezpieczeniowego oraz na Facebooku.